• Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

Bogactwo pustki

Tybetański system myślenia o rzeczywistości

dr hab. Artur Przybysławski
Uniwersytet Jagielloński


15 listopawpda 2013 r. Instytut filozofii UWM wsparty przez olsztyński oddział Polskiego Towarzystwa Filozoficznego  zorganizował wykład dr. hab. Artura Przybysławskiego, zatytułowany „Bogactwo pustki. Tybetański system myślenia o rzeczywistości”. Prelegent wykłada obecnie filozofię buddyjską w Katedrze Porównawczych Studiów Cywilizacji na Uniwersytecie Jagiellońskim, jest tłumaczem angielskich i tybetańskich tekstów, autorem książek „Coinsidentia oppositorum” ,” Buddyjska filozofia pustki”, „Pustka jest radością”,  oraz stypendystą Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej. Współpracuje z Karmapa International Buddhist Institute w New Delhi  oraz International Institute of Asian and Tibetan Studies w Hiszpanii. Od lat 90-tych praktykuje buddyzm  Diamentowej Drogi, od blisko dekady na prośbę Lamy Ole Nydahla pełni rolę buddyjskiego nauczyciela.

Mimo, iż zestawienie słów „bogactwo” i „pustka” w tytule wykładu może zabrzmieć dla przeciętnego Europejczyka jak żart językowy lub oksymoron, autor wystąpienia dołożył wszelkich starań, aby odczucie to w bezpowrotnie zniknęło. Odwołując się do greckiej mitologii, Artur Przybysławski zainicjował filozoficzną podróż w czasie, wskazując na podobieństwa i różnice pomiędzy dziedzictwem myśli europejskiej a naukami buddyjskimi. Począwszy od  pierwotnych intuicji Greków, dopatrujących się w chaosie źródłowości bytu, na odkryciach współczesnej fizyki kończąc, prelegent podkreślał idee wyraźnie zbieżne z poglądem buddyjskim. Koncepcja chaosu, rozumiana jako niesubstancjalna zasada świata, czy paradoksalne implikacje fizyki kwantowej ‑ według Przybysławskiego ‑ posiadają odpowiednik we wschodnich systemach, które tworząc filozofię wychodziły niejednokrotnie poza opozycję bytu i nicości.

 

Szczególny przypadek stanowi tutaj buddyjska filozofia pustki. Mimo, iż mamy możliwość obcowania z coraz liczniejszą, fachową literaturą na temat tego poglądu, wciąż pojawiają się powierzchowne i nietrafione interpretację buddyjskiej pustości. Pierwsza z nich  wywodzi się z XVIII–wiecznej indologii oraz filozofii i zrównuje pustkę z annihilacją i niebytem, oskarżając tym samym buddyzm o ponury nihilizm. Według drugiego rozumienia, pustka jest substancjalną prazasadą, a na to żaden szanujący się buddyjski filozof z pewnością by nie przystał. Buddyzm, jak przystało na drogę środka, lokuje właściwe zrozumienie pustości poza skrajnościami, opuszczając świat zdeterminowany przez dwuwartościową logikę. Przybysławski zapoznając nas z tybetańskim terminem tongpani oddał jego wierny przekład jako „opróżnioność”. W takim rozumieniu pustka jest ostatecznym rezultatem analizy rzeczywistości – rzeczy poddane wnikliwemu badaniu okazują się bowiem „opróżnione” z esencji, pozbawione czegokolwiek, co miało by odśrodkowo determinować ich istotę. Jako istoty percypujące w skali makroskopowej, a więc siłą rzeczy niezdolne do uchwycenia dynamiki mikroskopowego procesu,  stajemy się ontologicznymi realistami odbierającymi świat poprzez medium mentalnych etykiet. „Nabieramy się”, że stół stojący na wykładowej auli istnieje w nieuwarunkowany sposób i po rozbiórce na nogi, blat, a w końcu drobne drzazgi zaprezentuje skrupulatnie skrywaną „stołowatość”. W tym miejscu do wykładu  Przybysławskiego „dołączyła” wyczekiwana z pewnością idea bogactwa pustki. Prelegent rysując na tablicy znak „M” zwrócił uwagę na wielość interpretacji, jakim może on zostać poddany. Od przewidywalnego „em”, przez odwrócone „W”, przewróconą sigmę, na obrazie dwóch całujących się jedynek kończąc, mamy do czynienia z dwoma aspektami pustości. Z jednej strony, taki graficzny znak sam z siebie nie posiada przyrodzonej esencji. To pogląd pustki w szkole rangtong, czyli „pustki samego siebie”. W takim ujęciu akcentowana zostaje niesubstancjalna i uwarunkowana natura wszystkich zjawisk – nie sposób bowiem wyizolować jakiegoś trwałego, samoistnego bytu z globalnej sieci współzależności. Jednak zdolność, która pozwala nam, by w znaku „M” widzieć dwie jedynki złączone w intymnym pocałunku, przenosi nas na poziom szentong – „pustki innego”. Zwolennicy tego poglądu (prelegent wyraźnie zdradzał oznaki własnego „zwolennictwa”) utrzymują, że jest jeszcze coś więcej. To przejrzysta przytomność doświadczająca pustości zjawisk, przeżywający, który w każdorazowym „teraz” patrzy przez oczy i słyszy przez uszy. Przestrzeń, z której wyłaniają się myśli, w której „polu” doświadczane są dźwięki, formy i obrazy. Paradoksalnie, jest to, na podobieństwo Heideggerowskiego bycia, najbliższy i najdalszy fakt. Podczas życiowej podróży, nazwanej przez  Przybysławskiego podróżą od punktu „en” (narodziny) do punktu „eś” (śmierć), nie możemy zlokalizować żadnej stałości – na poziomie „wewnętrznym” doświadczamy przemijających uczuć i myśli,  poziom „zewnętrzny” jest jak heraklitejska rzeka… Jednak sam fakt, że doświadczamy, jest stały. Wyłączając przeżywającego, niezależnie od rozstrzygnięć pomiędzy idealizmem a realizmem, stracilibyśmy cały świat.

Prowadzi to nas do konkluzji wykładu: to nasz pogląd decyduje, jak przeżywamy rzeczywistość, która zgodnie z buddyjskim poglądem jest pozbawiona immanentnej esencji i nic jej nie wiadomo o naszych pomysłach na jej naturę. Jak mówi wschodnie przysłowie: Jeśli jesteś na boso, zamiast pokrywać świat skórą, załóż buty…

Krzysztof Piątek 

alt 

 


INSTYTUT
FILOZOFII
. ul. Kurta Obitza 1
10-725 Olsztyn
tel. 89 524 63 98
fax 89 523 34 89
sekretariat-if@uwm.edu.pl